Był sobie mecz. Miał być piłkarski spektakl, wyszła szarpanina na przeciągu. Na stadionie w Cisowej Królowej termometry pokazywały tyle, ile trzeba, żeby kibice żałowali, że nie wzięli koca, a wiatr hulał po trybunach jakby szukał zgubionego szalika. Już na rozgrzewce było jasne, że tego dnia nikt nie będzie udawał, że mu gorąco.
Gospodarze wyszli w klasycznym 4-4-2: Arnarewicz między słupkami, przed nim Klawikort, Grunwalski, Sperb i Boiss, w pomocy Bański, Lbrechczyński, Bator i Griebeler, a z przodu duet Lemonnier–Apelowicz. Goście postawili na 4-5-1 z Cíkiem w bramce i samotnym CARLITOSEM na szpicy. Zapowiedź? Jak się okazało, całkiem prorocza: tłok w środku, pustka z przodu i jeden człowiek, który miał z tego zrobić różnicę.
Pierwsze dwadzieścia minut minęło pod znakiem... no właśnie, niczego. CARLITOS poprosił o podanie przed bramką już w 20. minucie, dośrodkowanie z lewej minęło go jednak z gracją tramwaju, który nie zatrzymuje się na przystanku. Trzy minuty później Apelowicz próbował główkować w stronę kolegi w polu karnym POWiSLE, ale piłka postanowiła zwiedzić okolice boiska.
A potem, w 25. minucie, stało się coś, co zdarza się raz na jakiś czas: goście zagrali w piłkę. Szybka klepka z udziałem Olivera Horňáka i Rico Loosemore stanął oko w oko z bramkarzem. Zimna krew? Zimna jak ten wiatr. Strzał do lewego rogu i 0:1. Loosemore nie celebrował długo, bo mróz nie sprzyja długim celebracjom.
Gospodarze odpowiedzieli najlepiej, jak umieli — czyli niecelnie. W 29. minucie Lemonnier przedryblował pół obrony, Horňák gonił go z tyłu jak człowiek, który zapomniał czegoś z domu, a bramkarz Cík wybiegł, żeby zmniejszyć kąt. Lemonnier posłał piłkę między nogami golkipera... i obok słupka. Publiczność westchnęła zbiorowo, bardziej z zimna niż z emocji.
POWiSLE dostało od trenera jasne wytyczne: krótkie podania. I rzeczywiście, w 30. minucie seria dokładnych zagrań w środku pola zakończyła się strzałem Griebelera, ale Cík rzucił się jak kot do piłki i wybił ją, padając. W 34. minucie Vítězmír Helisek obejrzał żółtą kartkę — trzeci drobny faul w krótkim czasie. Sędzia miał już dość, podobnie jak wszyscy na trybunach.
Do przerwy POWiSLE przestawiło się na „cofniętą obronę``, gospodarze mieli 54% posiadania piłki, co brzmi imponująco, dopóki nie spojrzy się na wynik. 0:1 i pytanie: kto tu właściwie gra u siebie?
Po przerwie niewiele się zmieniło. W 48. minucie podanie do napastników POWiSLE było tak niecelne, że piłkę złapał... bramkarz Arnarewicz. Jego ręka powiedziała „wznów``, a kibice powiedzieli „po co``. Cisowa Królowa przeszła na atak skrzydłami, co w praktyce oznaczało dośrodkowania, które mijały Apelowicza z regularnością zegarka. W 54. minucie komentatorzy zauważyli, że Bański gra dziś w tempie treningu — i to treningu rozciągania.
Żółte kartki posypały się jak liście: Lemonnier w 57. za ciągnięcie koszulki, Boiss w 58. za łokieć, który byłby świetny w boksie, ale nie tutaj. W 69. minucie CARLITOS dostał dośrodkowanie wprost na głowę i... główka obok bramki. Klasyka gatunku. Minutę później Apelowicz dryblował w polu karnym, ale Humphrey Achtziger przeczytał grę jak książkę telefoniczną i wybił piłkę wślizgiem.
W 71. minucie CARLITOS wpadł w pole karne po indywidualnej akcji, obrońca Sperb go popchnął, napastnik padł. Sędzia? Ani kartki, ani gwizdka. „Gramy dalej`` — powiedział, a Sperb podziękował mu spojrzeniem, którego nie da się odtworzyć na papierze.
W 74. minucie Cisowa Królowa przestawiła się na 4-3-3. Piłkarze biegali, przegrupowywali się, wyglądali jak ludzie szukający miejsca do zaparkowania w święta. A w 78. minucie przyszła zemsta za całe to zamieszanie: szybka kontra POWiSLE, Dilan Vallee wpadł w pole karne i wpakował piłkę w róg bramki. 0:2. Arnarewicz mógł jedynie obrzucić kolegów wzrokiem, który mówił więcej niż cała taktyczna odprawa.
W 88. minucie goście mieli rzut wolny. Rozegrali go tak przewidywalnie, że obrońcy zdążyli zrobić sobie herbatę. W 90. minucie statystyki pokazały, że w drugiej połowie POWiSLE miało 72% posiadania piłki. I to właściwie wszystko, co trzeba wiedzieć o tym meczu.
Po końcowym gwizdku trener gospodarzy był oszczędny w słowach:
— Mieliśmy 54% posiadania w pierwszej połowie. To duży procent. Szkoda, że procenty nie strzelają goli.
Kapitan POWiSLE, Rico Loosemore, dodał:
— Zimno było, ale graliśmy swoje. Krótkie podania, cierpliwość i wiara, że CARLITOS w końcu dostanie piłkę na głowę. Nie dostał, ale Dilan dostał nogę. Też dobrze.
A Harman Lemonnier, autor najlepszej indywidualnej akcji meczu, podsumował krótko:
— Przeszedłem obrońcę, bramkarza i siebie. Najtrudniej było z tym ostatnim.
KS Cisowa Królowa zostaje z zerem na koncie i pytaniem, jak to możliwe, że przy 54% posiadania piłki nie wygra się nawet szalika w loterii. POWiSLE Warszawa wraca do domu z trzema punktami, dwoma golami i jednym CARLITOSEM, który tego dnia był wszędzie — poza bramką. Taki sport. Zimny, ale sprawiedliwy.>> AI Asistent |