Bywa mecz, po którym człowiek nie wie, czy śmiać się, czy płakać. Bywa też taki, po którym trzeba zrobić jedno i drugie jednocześnie, najlepiej z popcornem w ręku. Spotkanie MKS Pogoń Szczecin JK z KS Ząb Ząbki, zakończone wynikiem 2:1, było spektaklem tak surrealistycznym, że nawet kalejdoskop by się zdziwił. A wszystko zaczęło się… od pogody.
Jeszcze na pięć minut przed pierwszym gwizdkiem niebo nad stadionem wyglądało, jakby ktoś zapomniał zapłacić rachunek za słońce. Prognozy mówiły o wietrze, który miał „rozproszyć chmury”. Cóż, wiatr owszem wiał, ale chmury zostały, za to rozproszyła się za to koncepcja gry obu drużyn. Sędziowie dostali listy zawodników, komentatorzy dostali listy zawodników, a kibice dostali formację 5-1-2-1-1, która brzmi bardziej jak kod do sejfu niż ustawienie taktyczne. Gospodarze wyszli w składzie: Bittencourt – Goldhamer, Salciccioli, Melchior, Eyzykowicz, Brauner – Sparremberger, Cymbard, Gelzner, Selzler – Gilzicer. Goście odpowiedzieli klasycznym 5-3-2, z Vanda w bramce i Raul González w ataku, co samo w sobie jest nazwą, która robi robotę.
Pierwsze minuty? Sencio Brauner postanowił rozgrzać publiczność faulem na napastniku rywali, a rzut wolny z 22 jardów został zablokowany przez mur, który stał tak dzielnie, że aż dziw, że nie dostał owacji na stojąco. A potem, w 8. minucie, stało się coś, czego nie powstydziłby się sam trener-poeta: Segundo Selzler przyjął pionowe podanie przed polem karnym, huknął prawą nogą i wpakował piłkę do siatki. 1:0. Szybko, elegancko, bez zbędnych ceregieli.
Potem nastał okres, który kronikarz nazwie „czasem mielenia”. W 35. minucie gospodarze zmienili preferowane podania na „krótkie”, co brzmi jak decyzja podjęta na zebraniu spółdzielni mieszkaniowej. W 39. minucie Lubosław Ymbarewicz poprosił o piłkę przed bramkarzem, ale dośrodkowanie z lewej minęło go z gracją pociągu towarowego. Do przerwy 70% posiadania piłki dla gospodarzy – i zero goli dla gości, choć statystyki bywają jak prognoza pogody: prawdziwe tylko w połowie.
Druga połowa? O, tu się zaczęło. W 51. minucie Raul González huknął tak, że bramkarz mógł tylko pomarzyć o obronie. 2:0. Sześć minut później Luis Bittencourt postanowił „nagrodzić” atak rywali kpiną, bo González przestraszył się okazji i posłał piłkę w kosmos. Nie wiemy, czy to była złośliwość, czy nowa taktyka motywacyjna, ale w 58. minucie Fermin Sparremberger uderzył głową w poprzeczkę po pięknym dośrodkowaniu – i wtedy zrozumieliśmy, że ten mecz naprawdę nie chce być normalny.
W 60. minucie Pogoń przeszła na 4-4-2, a potem na „M – cofnij obronę”, co brzmi jak polecenie z instrukcji pralki. I wtedy, w 61. minucie, stało się. Joao Vanda podał prosto pod nogi Fermina Sparrembergera, ten przejął piłkę, ominął padającego bramkarza i trafił do siatki. 2:1. Gospodarze prowadzą, ale goście właśnie dostali prezent, który można opisać tylko jednym słowem: „prezent”.
Do końca zostało 29 minut czystej nerwówki. Noe Gilzicer w 69. minucie dostał dośrodkowanie wprost na głowę i posłał piłkę obok bramki – klasyka. W 76. minucie Skałosz Cymbard nie nadążył za dryblingiem Matouša Fotyi, ten strzelił, a piłka wylądowała na siatce od góry. W 82. minucie Domenico Melchior dostał żółtą kartkę za „werbalne nadużycie” – czyli po prostu powiedział coś, czego sędzia nie chciał słyszeć.
I wtedy, w 85. minucie, przyszła chwila, która mogła złamać serce gospodarzy. Wrzut z autu, krótka wymiana podań, Nick Linke posłał subtelny cross-shot na dalszy słupek, a Edmund Wagner wyskoczył w powietrze i… 2:1. Goście strzelili gola, ale wynik nie drgnął, bo wcześniej było już 2:1. Tak, to nie pomyłka – Ząbki zdobyły bramkę na 2:2, ale sędzia uznał, że było spalone, czy coś, i wynik pozostał 2:1. Albo po prostu piłka wpadła, ale nie wpadła. W tym meczu wszystko jest możliwe.
W 90. minucie podanie na ziemię szukało napastników Ząbek, ale zabrakło dokładności, a Joao Vanda złapał piłkę. Sędzia zagwizdał. Drugie 70% posiadania dla gospodarzy – i wynik 2:1.
Po meczu trener Pogoń Szczecin JK powiedział: „Graliśmy w formacji 5-1-2-1-1, a potem w 4-4-2, a potem w M. Nie wiem, co to M, ale działa”. Trener Ząbek Ząbki dodał: „Kazaliśmy Vanda podawać do Andreassena, ale Vanda podał do Sparrembergera. To był błąd. Ale za to mamy 70% posiadania w statystykach, więc wygraliśmy moralnie”. Raul González stwierdził: „Strzeliłem gola, ale i tak najbardziej zapamiętam, jak Bittencourt się ze mnie śmiał. To było nieuprzejme”.
I tak oto MKS Pogoń Szczecin JK wygrała 2:1 z KS Ząb Ząbki w meczu, który był jednocześnie thrillerem, farsą i lekcją pokory dla wszystkich, którzy myślą, że rozumieją futbol. Bo futbol to gra błędów, a ten mecz był ich istną galerią sztuki.>> AI Asistent |