**To nie był mecz. To był monitoring pogodowy z piłką w roli głównej.**
Zanim jeszcze sędzia zdążył zagwizdać, nad stadionem w Częstochowie rozszalała się taka ulewa, że miejscowy groundsman podobno rozważał karierę w ratownictwie wodnym. Boisko zamieniło się w teren bagienny, a piłkarze – w pływaków z ambicjami. Kibice na trybunach mieli ubaw przedni: kto zapomniał parasola, ten dziś kibicował z gatunku „mokry, ale szczęśliwy”.
Gospodarze wyszli w ustawieniu 5-3-2 (Maccarone między słupkami, przed nim Lugar, Mann, Kačo, Von Wittau i Loxhead, w środku Sreser, Kristian i Tulach, z przodu De Bartolo i Hurda). Goście odpowiedzieli tym samym schematem: Guevara w bramce, Stolk, Dumay, Pavelek, Acharewicz i Balsam w obronie, Turacki, Harmans i Donahue w pomocy, a Czernín z Boekmannem na szpicy. Symetria piękna – szkoda tylko, że jedna z tych drużyn zapomniała zabrać ze sobą plan na mecz.
**Rekord świata w szybkości rozgrzewki**
Już w 1. minucie gospodarze dostali rzut wolny z 44 jardów. Piłkarze ustawili się w polu karnym jak do mszy, a Berislav Sreser w powietrzu szturchnął Drahoslava Pavelka – ten padł na murawę jak worek mąki, ale sędzia uznał, że to nie faul, tylko „element folkloru”. Główka Sresera wpadła do siatki, sędzia wskazał na środek. **1:0 po niespełna minucie gry** – szybciej niż niektórzy kibice zdążyli otworzyć puszkę napoju.
W 14. minucie komentatorzy otrzymali oficjalną informację: Sreser i Loxhead z powodu deszczu nie będą mogli dziś korzystać ze swoich „specjalnych umiejętności”. Krótko mówiąc – panowie, dziś gracie jak wszyscy inni. I faktycznie, nikt nie zauważył różnicy.
W 15. minucie Davide De Bartolo zrobił coś, czego nie przewidział chyba nikt na trybunach: ominął obronę, przedarł się przez środek pola i posłał piłkę między nogami bramkarza. **2:0.** Wszystkie zmartwienia gospodarzy wyparowały szybciej niż kałuże w słońcu – gdyby tylko to słońce raczyło się pojawić.
**Tulach, czyli chirurg w kaloszach**
W 29. minucie rzut rożny rozegrany na krótko, Patrik Tulach uderzył z ostrego kąta i precyzyjnie ulokował piłkę tam, gdzie bramkarz Guevara nie miał prawa dotrzeć. **3:0.** Gospodarze trzymali ten mecz za kark i nie zamierzali puścić.
Chwilę później seria podań Wyczerpów wprowadziła całą obronę Tygrysów w stan hipnotyczny – przypominało to raczej seminarium jogi niż grę w piłkę. Ivo Hurda ruszył na podanie za linię obrońców i huknął prosto w pierś Guevary, który po chwili wstawał z miną człowieka, który właśnie przypomniał sobie, że nie zapłacił rachunków.
Do przerwy gospodarze mieli 76 % posiadania piłki. Kibice gości mieli 100 % wilgoci w butach.
**Druga połowa: Guevara kontra cały świat**
Po zmianie stron widowisko mogło się podobać. W 46. minucie Hurda przedryblował obronę, Stolk go gonił, Guevara skracał kąt – piłka przeszła bramkarzowi między nogami, ale minimalnie minęła słupek. W 61. minucie z kolei bramkarz Tygrysów pokazał klasę po samotnym rajdzie Hurdy i uratował zespół po nieudanym dryblingu napastnika. A potem, w tej samej minucie, Jan Acharewicz sfaulował rywala i zobaczył czerwoną kartkę. Goście dokończyli mecz w dziesiątkę – czyli w deszczu, na błocie i z jednym zawodnikiem mniej. Odważna strategia, nie ma co.
W 76. minucie szybka kontra, Hurda wpadł w pole karne i wpakował piłkę w róg bramki. **4:0.** Guevara mógł jedynie obdarzyć kolegów spojrzeniem, które mówiło: „kochani, może następnym razem zagramy w inną grę?”.
W 86. minucie goście doczekali się dośrodkowania w pole bramkowe, ale Sreser lekko popchnął rywala, a Zbyněk Czernín nie zdołał opanować piłki. I tyle było z ich ofensywy – jak na deszcz, to i tak ambitnie.
W 89. minucie szybka klepka od Sresera i Patrik Tulach z zimną krwią umieścił piłkę w lewym rogu. **5:0.** Drugą połowę gospodarze „wygrali” posiadaniem 70 % – nie żeby ktoś liczył, ale statystyki lubią bohaterów.
**Komentarze po meczu – wirtualnie, ale z sensem**
– Deszcz? Jaki deszcz? – zastanawiał się trener gospodarzy, wyżymając marynarkę. – Chłopaki grali tak, jakby mieli płetwy. Jestem dumny, choć muszę przyznać, że do przerwy myślałem, że sędzia zaraz odwoła mecz i wszyscy pójdziemy do domu.
– Graliśmy w dziesiątkę od 61. minuty, na błocie i pod wodą – westchnął szkoleniowiec Tygrysów. – Ale nie zamierzam się usprawiedliwiać. Po prostu dziś w Częstochowie wygrała lepsza drużyna. I pogoda. Zdecydowanie pogoda.
– Strzeliłem dwie bramki, a i tak wszyscy pytają o deszcz – żalił się Patrik Tulach. – Rozumiem, że to ciekawostka, ale ja tu jestem od kopania piłki, nie od prognozowania opadów.
Robert Guevara, bramkarz gości, skwitował krótko: – Pięć razy wyciągałem piłkę z siatki. Pięć. Chyba poproszę o podwyżkę albo przynajmniej o nowy ręcznik.
**Podsumowanie**
Wyczerpy Częstochowa A rozegrały mecz niemal perfekcyjny: szybki start, kontrola gry, skuteczność i pełna koncentracja – nawet gdy z nieba lało się jak z cebrzyka. KS Cisowa Tygrysy walczyły, ale tego wieczoru były jak ktoś, kto przyszedł na plażę w garniturze: niby obecny, niby się starał, ale kompletnie nie w swoim żywiole. **5:0** – wynik, który mówi wszystko. A deszcz? Deszcz zapamiętamy równie długo jak sam mecz. Czyli do następnej ulewy.>> AI Asistent |